Przejdź do głównej zawartości

La Roche-Posay, Effaclar Duo w mojej walce z trądzikiem.

Po raz kolejny długo zwlekałam z podejściem do napisania posta. Jakiś czas temu miałam wielką ochotę pokazać Wam jak zmieniały się moje włosy, ale koniec końców wystraszyłam się dzielenia zdjęciami robionymi w różnych okresach mojego życia. Bałam się, że mogłabym przekroczyć granicę i pokazać zbyt wiele. Temat włosów został odłożony/ zawieszony do odwołania, a ja postanowiłam napisać o kremie Effaclar Duo. Miałam kiedyś sporo zdjęć swojej twarzy pozbawionej makijażu, ale tak zawsze wychodziło, że je kasowałam i uchowały się może cztery z okresu, gdy cera wyglądała nieciekawie. Nie chcę ich wklejać w tym poście i muszę przyznać, że ogólnie ciężko jest mi się nimi dzielić, ale wstawię linka. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy lubi oglądać tego rodzaju 'świństwa', więc pamiętajcie, że klikacie na własną odpowiedzialność ;)

Na początek może opowiem Wam pokrótce jak przedstawiały się u mnie trądzikowe przeboje. Miałam mnóstwo zaskórników, wyskakiwały mi bolące gule, a wszystko to na linii szczęki i policzkach (oczywiście miałam też zaskórniki na nosie-jak wiele z nas- ale nic się z nimi nie działo). Po jakimś czasie gule już się nie pojawiały, za to zrobił się stan zapalny. I to było cykliczne- stan zapalny, pełno wyprysków, później wszystko powoli zaczynało się goić pozostawiając przebarwienia i znów zaczynała się jazda z pojawiającymi się wypryskami. Zdjęcia, do których wstawię Wam linka poniżej zostały zrobione w czerwcu 2013 roku. Nie są to fotki z najgorszego okresu, ale da Wam mniej więcej jakieś wyobrażenie na temat tego z czym walczyłam.

http://imagizer.imageshack.us/v2/800x600q90/844/vbz9.jpg
http://imagizer.imageshack.us/v2/800x600q90/542/9e8u.jpg
http://imagizer.imageshack.us/v2/800x600q90/838/7kvq.jpg
http://imagizer.imageshack.us/v2/800x600q90/268/4qw3.jpg
http://imagizer.imageshack.us/v2/800x600q90/34/f8nh.jpg

Teraz po małym wprowadzeniu mogę napisać Wam jak podziałał na mnie Effaclar Duo od La Roche-Posay.
W tej chwili nie mam pojęcia skąd wzięła się u mnie potrzeba kupna kosmetyków tej właśnie firmy i dlaczego byłam przekonana, że w jakiś sposób mogą mi pomóc. Nie chce kłamać, że przeczytałam o nich na czyimś blogu, na stronie Bootsa czy ktoś mi je polecił, bo naprawdę nie pamiętam. Właśnie się zorientowałam, że w starym wpisie ogłosiłam, że zdecydowałam się na kupno produktów od La Roche-Posay po przeczytaniu pozytywnych opinii na stronie Boots'a- i w ten oto sposób zagadka się wyjaśniła ;)
Na pierwszy ogień poszedł tonik, o którym pisałam kiedyś *tutaj* //Tak na marginesie to nie wierzę, że tak mało o nim napisałam, w ogóle dopiero patrząc na stare posty człowiek sobie uświadamia jak długą drogę przeszedł. Coś mi się wydaje, że będę musiała edytować tamten wpis...// i żel do mycia twarzy (wpis *tutaj*). Krem Effaclar Duo nabyłam również przy okazji jakiejś promocji (a po ilu Bootsach się nałaziłam! wszędzie był wykupiony na co oczywiście zareagowałam jak typowa kobieta- im trudniej było go zdobyć tym bardziej go chciałam!) i przez jakiś czas leżał sobie spokojnie w szafce.

Pierwsze wrażenie

  • Opakowanie- zwykłe kartonowe opakowanie, na którym znajdziemy krótki opis działania oraz info ze składem, w środku tubka mieszcząca w sobie 40 ml kremu wraz z ulotką, a wszystko to utrzymane w typowej dla La Roche-Posay kolorystyce. Tubka zakończona jest małym 'noskiem' i na pierwszy rzut skojarzyła mi się z tubkami, w których zazwyczaj zamknięte są żele do punktowego stosowania. Pierwsza myśl po zobaczeniu tubki? Poważnie? £13.00 za 40 ml? Na ile niby ma mi to starczyć??



  • Konsystencja & zapach- nie tylko opakowanie może się kojarzyć z punktowymi żelami do zwalczania wyprysków, bo i konsystencja je przypomina- półprzeźroczysta, lekko lejąca się. Polecam porządne wstrząśniecie przed każdym użyciem, szczególnie jeśli już zużyjecie większą część opakowania. Zapach jest bardzo delikatny i dość przyjemny.
Działanie

Przez jakiś czas po nałożeniu kremo-żelu na twarz możecie odczuwać delikatne pieczenie, a po jakimś czasie można spodziewać się wysypu wyprysków. Ja tego doświadczyłam i z tego co wyczytałam nie ja jedna :) W żadnym stopniu mnie to nie zniechęciło i w dalszym ciągu uparcie smarowałam się codziennie rano swoim Effaclarem. I okazało się, że podjęłam dobrą decyzję! Powoli wszystko zaczynało schodzić i od czasu do czasu dalej coś się pojawiało, ale było tego zdecydowanie mniej. Jakiś czas temu zaczęłam używać kremu nie tylko rano, ale również wieczorami i zauważyłam jeszcze większą poprawę. Teraz raz na jakiś czas pojawi się jakaś pojedyncza krostka, ale już od dłuższego czasu pożegnałam się ze swoimi okropnymi wysypami. Jedyne co Wam mogę zalecić to CIERPLIWOŚĆ połączona z systematycznością. Wybaczcie, ale nic się nie poprawi z dnia na dzień, więc nie ma co liczyć na cud tylko smarować :) Co oprócz działania zaskoczyło mnie najbardziej? Wydajność! Krem wystarcza na bardzo długo- zaczęłam go sporadycznie używać w czerwcu, żeby po jakimś czasie zacząć systematyczne poranne smarowanie i ostatnie krople wycisnęłam z niego w... grudniu! Przyznam się bez bicia, że raz przerwałam kuracje żeby przez krótki okres wypróbować coś innego, więc nie mogę dokładnie napisać, że starczył mi dokładnie na tyle, a tyle, ale mam zamiar uzupełnić tą informację po wykorzystaniu drugiego opakowania, które zaczęłam pod koniec grudnia.

Na dole możecie znaleźć linki odsyłające Was do zdjęć zrobionych dzisiaj rano. Jestem bardzo zadowolona z rezultatów. Proszę wziąć pod uwagę fakt, że zdjęcia, które pokazałam Wam na początku wpisu nie przedstawiają mojej skóry w najgorszym jej okresie. Bo bywały dni, gdy potrafiłam się rozpłakać po spojrzeniu w lustro- szczególnie po wyjściu spod prysznica, gdy wszystko było jeszcze bardziej czerwone i wyraźne. Wiem, że mogę się cieszyć, bo inni mają gorzej, a ja może przesadzam, ale te z Was, które męczą się z trądzikiem zrozumieją. Ile jest dziewczyn, które mówią, że mają problemy z cerą, a ja w tym momencie myślę 'dziewczyno Twoja problemowa cera to taka jak moja, gdy nie mam z nią problemów'. 


Dzisiaj się trochę rozpisałam, ale to i nie tak wszystko czym chciałabym się z Wami podzielić na temat 'walki', o której napiszę kiedyś w przyszłości jeszcze więcej. Miałam zamiar skupić się jedynie na opisaniu Effaclar Duo, ale podczas pisania zorientowałam się, że sam suchy opis nie odda ogólnego wrażenia. Mam nadzieję, że nikt nie zasnął!

Proszę o wyrozumiałość, bo pisanie tego posta sprawiło mi trochę trudności. 

Ściskam gorąco te z Was, które zmagają się z podobnymi problemami jak również i te z Was, które mają idealną cerę (małpy jedne jak Wam zazdroszczę! ;) ).

Komentarze

  1. Ja żałuję,że go nie zakupiłam jak był w promocji na doz.pl o połowę taniej,ale z całą pewnością zakupię.
    Dobry jest też tonik benzacne i żel do mycia twarzy z la roche posay,po każdym użyciu żele używam toniku i efekty są równie dobre,choć od czasu do czasu coś wyskoczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam żel do mycia twarzy z La Roche-Posay i wrażenie zrobił na mnie średnie (w poście nawet do niego odsyłam). Za to nie wyobrażam sobie życia bez ich toniku :) Generalnie połączenie tonik+krem z serii Effaclar sprawdza się u mnie rewelacyjnie i wiem, że będę stosowała ten duet jeszcze przez długi czas.

      Usuń
    2. Mnie przeraża alkohol w składzie toniku na samym jego początku zaraz po wodzie,zamiast tego używam z Benzacne i jest ok :) ale krem na pewno wypróbuję :)

      Usuń
  2. wow! no bylo niezle, dobrze ze teraz juz polepszylo ci sie z cera :)
    a z la roche posay malo znam kosmetyki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze daleko od ideału, ale cieszę się z tego jak jest :)
      Możesz się cieszyć, że nie masz problemów z buźką i nie musisz się zaznajamiać z tego typu kosmetykami ;)

      Usuń
    2. masz racje- czasem cos mi wyskoczy, ale w sumie da sie z tym zyc :)

      Usuń
  3. potwierdzam skutecznosc,nestety troche trzeba na zestaw wydać.u mnie sprawdzil sie krem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja używam jedynie kremu w połączeniu z tonikiem i są warte swojej ceny- szczególnie, że wykazują się skutecznością i są wydajne :)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko,
      Nie usuwam komentarzy jeśli ktoś odsyła w nich do swojego bloga, zdarza się, że sama zachęcam do wklejania linków jeśli ktoś pisał o czymś podobnym. Jednak uważam, że usiłowanie sprzedania produktów i próba użycia mojego bloga w tym celu to nadużywanie mojej gościnności.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dlaczego zdecydowałam się na powrót do naturalnego koloru włosów i jak to zrobiłam? (Duuuużo czytania!)

Do zrobienia posta włosowego zbierałam się od dłuższego czasu. Na początku miałam zamiar pokazać Wam jak wyglądały moje włosy na przestrzeni lat, jednak po przejrzeniu zdjęć i przemyśleniu tematu zrezygnowałam. Jak wspominałam kiedyś na swoim facebookowym profilu, żeby pokazać Wam transformacje moich włosów musiałabym podzielić się sporą ilością prywatnych zdjęć. Nieczęsto zdarzało się robić fotki po farbowaniu czy wizycie u fryzjera, więc pozostały zdjęcia z urlopów/imprez/spotkań, których nie chcę tu pokazywać, bo to byłoby dla mnie przekroczeniem pewnej granicy. Podjęłam decyzję o pokazaniu Wam kilku zdjęć i napisaniu o tym dlaczego zdecydowałam się na powrót do naturalnego koloru włosów, który wiele osób nazywa mysim blondem. Przy okazji powiem Wam, że ten post siedział w roboczych prawie pół roku.

Szampony Dr. Organic- Moroccan Argan Oil, Tea Tree & Rose Otto.

Piszę tego posta, bo świerzbią mnie palce i nie mogę się powstrzymać od wyrażenia swojej opinii :) Co prawda tylko dwa z szamponów zużyłam, a jeśli chodzi o trzeci z nich to dalej jestem w trakcie testów, jednak używam go już około 3 tygodni i postanowiłam go nie pomijać w dzisiejszym poście. 


Chciałabym podkreślić (dosłownie również), że podczas stosowania poniżej wymienionych szamponów całkowicie powstrzymałam się od stosowania odżywek do włosów, ponieważ nie chciałam żeby cokolwiek wpłynęło na moją ocenę. Raz na jakiś czas użyłam maski- dosłownie kilka razy, również z tej samej firmy, ale o tym może przy innej okazji.

Małe przypomnienie opisu moich włosów i skóry głowy. 
Włosy- niefarbowane, średniej długości, falowane.
Skóra głowy- przetłuszczająca się, wrażliwa, ze skłonnością do łupieżu.

Jako pierwsze kupiłam Tea Tree, który był również pierwszym szamponem od Dr. Organic, którego zaczęłam używać oraz Moroccan Argan Oil, który poszedł na drugi ogień. Wszystkie szampony nabyłam w sklep…